Wstałam rano o 6.30 i zeszłam na dół za zapachem jedzenia. Tata czekał już ze śniadaniem. Trudno mi było w to uwierzyć, bo przecież normalnie nigdy by się tak nie zachował. Dopiero po chwili zostałam oświecona :
-Chciałem ci umilić pierwszy dzień szkoły !- wytłumaczył mi uradowany.
Skapnęłam się o co chodzi i ledwo powstrzymałam śmiech. Mój tata ma kompletnego fioła na punkcie nauki wykształcenia i dobrej pracy, ale nie sądziłam, że jest z nim aż tak źle. Kompletna żenada. kiedy skończyłam przeżuwać swoją grzankę wróciłam do swojej sypialni. Ubrałam się, związałam włosy w kucyk, pozbierałam książki, chwyciłam torbę zbiegłam po schodach w stronę drzwi.
-Pa !- rzuciłam do taty
- Hej ! Miłego dnia !- odpowiedział
Kiedy wyszłam z domu przeszłam się kawałek do przystanku i akurat podjechał mój autobus. Zajęłam miejsce na górze. Wsadziłam słuchawki w uszy i utkwiłam o czy w widokach zaspanych przechodni. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Obróciłam się gwałtownie.
- Hej ! - przywitała mnie Britney.
- Siemka ! Co tam u ciebie ? - zapytałam sarkastycznie
-Weź w ogóle.... Ni chce mi się iść od tej szkoły... Będą same nudy... chodźmy na wagary - zaproponowała
Zaśmiałam się w duchu. Wiedziałam, że tak będzie.
- Mi też... - stwierdziłam
- Taaa... Ciekawe jak ty to robisz, że nigdy ci się nie chce, a zawsze jesteś przygotowana i masz najlepsze oceny w klasie ? - zapytała oburzona
- No, fakt... ale wiesz ojciec.- powiedziałam smutno
- Wiesz zawsze możesz się od niego wyprowadzić i zamieszkać w szałasie na podwórku. - zażartowała
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dobra już opanujmy się... Zaraz wysiadamy.- powiedziałam poważnie.
autobus się zatrzymał pod samymi drzwiami szkoły. Poszłyśmy z Britney do szatni gdzie spotkałyśmy dwóch największych głupków, a zarazem najlepszych kumpli na świecie. Byli to Zayn i Harry. Mieliśmy jeszcze jednego kolegę louis'a, ale on jest dwa lata starszy od nas i nie chodzi już z nami do szkoły. Razem z nim trenuje gre w piłkę. Daje mi różne wskazówki itp. Przebraliśmy się wszyscy i ruszyliśmy w stronę klasy.
- Ej, idziemy dzisiaj gdzieś razem ? -zapytał nas wszystkich
- Dzisiaj to odpada... Jadę z mamą na zakupy... -stwierdził Harry
- Ja nie wiem jak z treningiem... -powiedziałam
- A ja jestem wolna... - dodała Brit
- Extra... - powiedział Zayn pod nosem
- Mam pomysł. Jeżeli nie będę miała żadnego treningu to gdzieś pójdziemy. Jeżeli nie wy przyjdziecie na mój trening i ze mną posiedzicie... - przemówiłam
- Czy ty zawsze musisz mieć rację ?- zapytał zbulwersowany Zayn
Zaczęła się lekcja, dzień jak co dzień. Melinda jak zawsze próbowała wszystkim zepsuć humor, ale my byliśmy nie ugięci. Po szkole wróciłam do domu taty już nie było. Zjadłam obiad i poszłam do pokoju po rzeczy. Miałam mieszany humor... Z jednej strony dobrze, że taty nie ma, bo chociaż mam spokój, ale z drugiej strony czuję się samotna... Dobrze, że mam jeszcze Britney, Harry'ego, Zayn'a i Louis'a. Spakowałam strój do torby i udałam się na trening. Kiedy weszłam na halę podeszłam do recepcji :
- Dzień dobry, poproszę kluczyk do mojej szafki w szatni nr.20.
- A jak się pani nazywa ?- zapytała recepcjonistka
troche zdziwiło mnie to pytanie, bo przeciez ta dziewczyna to moja bardzo dobra znajoma, ale odpowiedziałam :
- Rachel Verges
-Ah to ty ! Cześć, przepraszam cię, ale jestem dziś strasznie rozkojarzona...
- A co z tym kluczykiem ?- zapytałam zniecierliwiona
- Zabrał go twój trener osobisty...
- Co ?! Dobrze dziękuje ci. Do zobadzenia !
Pobiegłam pędęm do szatni. Na ławeczce siedział Louis.
-Cześć ! - przywitałam go buziakiem w policzek
- Hej ! Sorry za tego trenera, ale nie chciało mi się siedzieć tam w recepcji więc przyszedłem tu. Britney do mnie dzwoniła...
- Dobra, dobra, a teraz idź stąd, bo ja się muszę przebrać !
- Ale...- urwał w połowie zdania, bo wywaliłam go za drzwi
W stroju sportowym wybiegłam na murawę i zaczęłam robić rozgrzewkę kiedy nadeszli moi przyjaciele. Pomachałam im energicznie i pobiegłam w kierunku barierek trybu.
- Hej !-przywitali mnie
- Cześć ! Nie poświęce wam za dużo czasu, bo podzielimy się zaraz na dwie drużyny i zrobimy krótki meczyk. Usiądźcie z Louis'em ma dobry punkt widokowy - wskazałam na chłopaka, który siedział w pierwszym rzędzie widowni. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 z czego dwa gole strzeliłam ja. Po skończonych zajęciach odprowadzili mnie do domu. Jak weszłam nawet nie przywitałam się z tatą tylko wczołgałam się po schodach na górę, wzięłam szybki prysznic i padłam na łóżko jak martwa...